Najtrudniejsze było nie dziecko, tylko ja? O odpowiedzialności i ulgach
Pierwszy raz, kiedy zrozumiałem, że to nie „dziecko jest trudne”, tylko „ja nie umiem utrzymać w ryzach własnych emocji”, nie miało żadnego widowiskowego finału. Żadnej burzy z piorunami. Była zwykła pora dnia, w której miałem czuć ulgę, bo „to już powinno być ogarnięte”. A ja siedziałem na krawędzi łóżka, ściskając w dłoni pilot od telewizora, jakby to była gaśnica, i myślałem: naprawdę nie umiem tego wszystkiego zrobić spokojnie? Mój największy problem nie polegał na t